spod oka.

Gdyby lady Isabell miała się nad tym głębiej zastanowić, musiałaby dojść do wniosku, że czuła się jednakowo dobrze w obu swych wcieleniach. Co więcej, z czasem polubiła przeciętną, dobrze wychowaną i niezbyt urodziwą Bellę. Inaczej nie byłaby w stanie ścierpieć konieczności chodzenia w praktycznym obuwiu na niskim obcasie. Pod tą mało efektowną powierzchownością kryła się druga natura lady Isabell Swan, jedynej córki lorda Swan i wnuczki hrabiego Fenton. Natura przebiegła i nieco lekkomyślna, kochająca wszystko, co niebezpieczne. Ta strona osobowości, połączona z fotograficzną pamięcią i wspomnianą umiejętnością stawania się niewidzialną, czyniła z lady Isabell idealną agentkę służb specjalnych.
- Och, nic szczególnego. A jakże tej ślicznotce na imię?
Jej prześladowcy wpatrywali się w pięknego młodzieńca, zastępującego im drogę ze
- Chyba sprawiają ci przyjemność.
nachwalić swojego rodaka, przyjmowano go więc chętnie wśród londyńskiej elity.
- Spotkałeś przecież mnie. Może teraz ci dopisze? Roześmiał się głośno.
Alec powitał to z niechęcią. Miejsce po lewej od rozdającego nie było najlepsze. Oznaczało
założone na piersiach, chłodne spojrzenie... Nie musiała nic mówić, żeby dać wyraz swoim
- Owszem. Śliczne z ciebie stworzenie, prawda? Stanowczo zbyt śliczne. Wiesz, co tu
włosów.
w myślach do dziesięciu. Nie dość, że go – jakby nie patrzeć – uratował, to ten jeszcze
- Ostrzegam, że jeśli zrobisz teraz coś, co zakłóci przebieg operacji, odpowiedzialność za śmierć Isabelli spadnie wyłącznie na ciebie.
zamiar zyskać brakującą sumę właśnie na tym balu. Postanowił, że zacieśni tej nocy
jej igraszką, ma kochankę, wstrząsnęło nią bardziej niż wszystko inne. Zaczęła lękać się

której le¿ał włochaty pled zrobiony na drutach przez jej matke

- Jeśli ruszymy skoro świt, na pewno wrócimy na czas - przekonywał.
Spojrzał na Aleca, kiedy rzucał ją na stół.
Nie zabrała pieniędzy, żywności ani odzieży na zmianę, nie mówiąc już o dokumentach.

Tylko jakoś w tamtej chwili, gdy szatyn się do niego nachylał i całował jego

153
smiechu nie było wesołosci. - Nie wiem nawet, co to własciwie
Nick sledził go przez chwile, widział, jak wsiada do

Parthenia wręczyła Nieludowowi list Becky.

- Cholera. Jestes bardziej popieprzony, ni¿ sadziłem. Ale
A teraz Nick. Drogi Nick.
iskrami, z przerazliwym zgrzytem trze o barierke po drugiej